„Liv, wróciłem!” – zawołał Mark z przedpokoju.
„Jestem tutaj” odpowiedziała, wchodząc na korytarz.
Przyjrzał się jej uważnie.
„Wyglądasz trochę blado. Wszystko w porządku?”
„Tak, po prostu zmęczona”. Wymusiła uśmiech. „Cały dzień byłam na nogach, szykując się”.
„Rozumiem. No to odpoczniesz jutro na przyjęciu”. Wszedł do kuchni. „Co na obiad?”
Liv w milczeniu podążyła za nim.
Po raz pierwszy od dwudziestu lat małżeństwa spojrzała na męża, jakby był kimś obcym.
Noc minęła w niespokojnej drzemce. Liv zapadała w niespokojny sen, a potem budziła się, słysząc oddech męża obok siebie. Za każdym razem, gdy otwierała oczy, serce zaczynało jej walić. Rzeczywistość powracała niczym ciężki ciężar.
Mark spał spokojnie, lekko chrapiąc. Ten spokój wydawał się jej potworny.
Jak mógł spać tak spokojnie, planując zamordowanie własnej żony?
Rano obudził się pierwszy, przeciągnął się i zwrócił się do niej z uśmiechem.
„No cóż, solenizantko, powitajmy twój dzień” – powiedział radośnie.
Pocałował ją w policzek, a Liv ledwo powstrzymała się przed odsunięciem.
„Dzień dobry” – zdołała powiedzieć.
Zjedli śniadanie w niemal całkowitym milczeniu. Mark przeglądał telefon, od czasu do czasu komentując pogodę i ruch uliczny. Liv mechanicznie żuła tost, nie czując jego smaku.
Detektyw Hayes zadzwonił wczoraj wieczorem, gdy Mark brał prysznic i powiedział jej, że wszystko jest gotowe. Jego ludzie będą w restauracji przebrani za stałych klientów. Liv miała zachowywać się naturalnie i czekać.
„Słuchaj, muszę wpaść do biura dziś po południu” – powiedział Mark, dopijając kawę. „Wrócę wieczorem, odbiorę cię i pojedziemy na imprezę. Przygotuj sukienkę wcześniej, żebyś nie musiała się spieszyć”.
Liv skinęła głową, nie podnosząc wzroku.
“Dobra.”
Wyszedł około pierwszej, a ona znów została sama.
Poszła do sypialni, otworzyła szafę i wyjęła niebieską sukienkę, którą chciała założyć od samego początku. Prostą, elegancką, taką, w której czuła się naprawdę komfortowo.
Powiesiła je na drzwiach szafy i długo się w nie wpatrywała, próbując zebrać myśli.
Zadzwonił telefon. To była Nikki.
„Mamo, wszystkiego najlepszego z okazji urodzin!” – głos córki był radosny, pełen ciepła. „Jak się masz?”
„Dziękuję, kochanie” – Liv starała się brzmieć radośnie. „W porządku, tylko trochę się denerwuję”.
„Już w drodze. Będziemy u ciebie za godzinę. Mikey tak się zdenerwował, że zapomniał o swoim ulubionym samochodziku w domu. Musieliśmy zawrócić” – zaśmiała się Nikki. „Słuchaj, przymierzałaś tę sukienkę? Tata się nią zachwycał. Nie mogę sobie nawet wyobrazić, jaka jest piękna”.
Liv przełknęła gulę w gardle.
„Przymierzyłam” – powiedziała powoli. „Ale wiesz… postanowiłam założyć inną. Tę niebieską. Pamiętasz?”
Nastąpiła krótka pauza.
„Inny? Ale mamo, tata zamówił go specjalnie.”
„Nikki, proszę, nie kłóć się”. Głos Liv zabrzmiał ostrzej, niż zamierzała. „Założę to, w czym czuję się komfortowo. W końcu to moja impreza”.
„Dobra, dobra”. Nikki była wyraźnie zaskoczona tonem. „Jak chcesz. Najważniejsze, żebyś była szczęśliwa. Buziaki. Do zobaczenia wkrótce”.
Liv odłożyła telefon i usiadła na łóżku.
Przed nią czekał najtrudniejszy dzień w życiu. Musiała się uśmiechać, przyjmować gratulacje, rozmawiać z gośćmi – i przez cały czas wiedzieć, że mężczyzna stojący obok niej próbował ją zabić.
Wstała i podeszła do lustra. Pięćdziesiąt lat. Zmarszczki wokół oczu. Siwe pasma we włosach, które skrzętnie ukrywała. Zwykła kobieta, która wiodła zwyczajne życie, pracowała jako księgowa, wychowała córkę, prowadziła dom.
Co zrobiła źle? Czym zasłużyła na taką zdradę?
W jej oczach pojawiły się łzy, ale zmusiła się, żeby je powstrzymać.
Nie. Dziś nie będzie płakać.
Dziś byłaby silna.
Liv poszła do łazienki, odkręciła prysznic i długo stała pod gorącym strumieniem, próbując zmyć ciężar z duszy. Potem wysuszyła włosy, nałożyła lekki makijaż, ubrała się w luźne ciuchy i czekała.
Nikki i jej rodzina przybyli pierwsi. Jej zięć, Darius, niósł ogromny bukiet róż. Jej wnuk, Mikey, pobiegł przed wszystkimi i rzucił się w ramiona Liv.
„Babciu, wszystkiego najlepszego! Kupiliśmy ci największy tort!” – oznajmił dumnie.
Liv przytuliła go, wdychając zapach szamponu dla dzieci i na chwilę zapomniała o wszystkim. To było prawdziwe. To było to, dla czego warto było żyć.
„Dziękuję, kochanie” – wyszeptała i pocałowała go w czubek głowy.
Nikki objęła matkę, a Liv poczuła, że córka przygląda się jej twarzy z lekkim niepokojem.
„Mamo, naprawdę wszystko w porządku? Wyglądasz, nie wiem… dziwnie.”
„Nic mi nie jest, jestem tylko trochę zmęczona przygotowaniami”. Liv odsunęła się i uśmiechnęła. „Wejdź, usiądź. Zrobię herbatę”.
Usiedli w kuchni. Mikey paplał bez przerwy, opowiadając o przedszkolu i nowych przyjaciołach. Darius omówił szczegóły wieczoru z Nikki, upewniając się, o której godzinie muszą być w restauracji.
Liv siedziała z nimi, kiwała głową, odpowiadała na pytania, ale miała wrażenie, że obserwuje to wszystko z dystansu.
Mark wrócił do domu o trzeciej. Był w dobrym humorze, przytulił Nikki, poczochrał wnuka po włosach i uścisnął dłoń Dariusza.
„Czas się szykować” – powiedział, patrząc na zegarek. „Musimy być w Magnolia Grill o szóstej. Liv, idź się ubrać. Czas nam się kończy”.
Liv wstała, poszła do sypialni, zamknęła drzwi, oparła się o nie i na chwilę zamknęła oczy.
Teraz zauważył, że miała na sobie inną sukienkę.
Jak on zareaguje?
Otworzyła szafę, zdjęła niebieską sukienkę z wieszaka i założyła ją. Zapięła ją, wyprostowała fałdy i spojrzała na siebie w lustrze.
Wyglądała dobrze. Elegancko. Dostojnie.
Chwyciła małą kopertówkę, włożyła do niej telefon, szminkę i chusteczkę, wzięła głęboki oddech i wyszła z sypialni.
Wszyscy byli już gotowi w salonie — Nikki w pięknej beżowej sukience, Darius w garniturze, Mikey w białej koszuli i kamizelce.
Mark stanął przy oknie i odwrócił się, gdy usłyszał jej kroki.
Jego twarz się zmieniła.
Uśmiech zamarł. Jego oczy się rozszerzyły. I przez ułamek sekundy Liv dostrzegła w nich coś, co zmroziło jej krew w żyłach.
Wściekłość. Niezrozumienie. Strach.
„Co to jest?” zapytał zbyt ostrym głosem. „Co to dokładnie jest?”
„Co jest co?” Liv zatrzymała się na środku pokoju i spojrzała mu w oczy.
„Czemu nie nosisz tej sukienki?” Zacisnął szczękę. „Prosiłem cię o to. Zamówiłem ją specjalnie”.
„Wolę ten” – odpowiedziała, wzruszając ramionami, starając się mówić spokojnie. „Nie będziesz protestował, prawda, Mark?”
Nikki wymieniła szybkie spojrzenie z Dariusem. W powietrzu zapadła niezręczna cisza.
„Ale się zgodziliśmy” – wycedził Mark przez zęby. Zrobił krok w jej stronę, a jego ruchy wyrażały ledwie powstrzymywaną agresję. „Liv, to twoje pięćdziesiąte. Wydałem tyle pieniędzy. Zamówiłem to specjalnie…”
„W tej czuję się lepiej” – przerwała stanowczo. „A tak w ogóle, Mark, mam urodziny. Będę nosić, co chcę”.
Wpatrywał się w nią, a Liv niemal widziała myśli kłębiące się w jego głowie. Nie rozumiał, co się dzieje. Czemu nie miała na sobie tej sukienki? Cały jego plan legł w gruzach.
„Mama ma rację, tato” – wtrąciła Nikki, wyczuwając napięcie. „Jaka różnica, która sukienka? Najważniejsze, żeby wyglądała pięknie”.
Mark zacisnął pięści, a potem je rozluźnił, wymuszając uśmiech. Ale wyglądał na wymuszony.
„Oczywiście, oczywiście. Przepraszam, Liv. Po prostu chciałem, żeby wszystko było idealne.”
„Wszystko jest idealne, takie jakie jest” – odpowiedziała. W jej głosie słychać było stal, której wcześniej nie było.
Pojechali do restauracji dwoma samochodami — Nikki z rodziną jednym, Liv i Mark drugim.
Przez całą drogę milczał, ściskając kierownicę tak mocno, że aż zbielały mu kostki. Liv siedziała obok niego, patrząc przez okno, czując, jak napięcie w samochodzie narasta niczym burza.
„Wiesz coś?” zapytał nagle cicho.
Zwróciła się do niego.
„O czym mówisz?”
„Nie udawaj”. Jego wzrok utkwiony był w drodze. „Widzę, że coś z tobą nie tak od rana. Co się stało?”
Liv spojrzała na niego i poczuła, jak wszystko w jej wnętrzu ściska się z bólu. Ten mężczyzna, którego kochała, z którym spędziła większość życia, patrzył teraz na nią z zimnym wyrachowaniem drapieżnika, którego ofiara się wymyka.
„Nic się nie stało, Marku” – odpowiedziała spokojnie. „W końcu się obudziłam”.
Chciał coś powiedzieć, ale podjechali pod restaurację. Zaparkował, wyłączył silnik i siedział nieruchomo, patrząc przed siebie.
„Liv, jeśli coś planujesz…” zaczął.
Leave a Comment